| Zimowy poradnik fotografa | |||
|
Zima zagościła na dobre, zbliżają się wyjazdy na ferie, warto więc poświęcić nieco uwagi naszemu sprzętowi fotograficznemu, którym zechcemy uwieczniać zimowe szaleństwa w warunkach ... ekstremalnych.Wszystkie aparaty fotograficzne zawierają w swoich instrukcjach obsługi precyzyjnie podany zakres temperatur, w których będą prawidłowo pracować. Niemal zawsze dolnym krańcem tego przedziału jest temperatura 0oC. Czy to znaczy, że zimę aparat powinien spędzić na ciepłej półce? Chyba nie, zwłaszcza że ci sami konstruktorzy, którzy piszą o zerze stopni, jednocześnie wśród programów tematycznych cyfrówek umieszczają automatykę przeznaczoną do fotografowania na śniegu. To wreszcie można, czy nie?
Oczywiście istnieją sytuacje, gdy fotografowanie na zimnie „grozi śmiercią lub kalectwem" sprzętu, ale wystarczy trochę zdrowego rozsądku, by tego uniknąć. Niewiele go trzeba, by zdać sobie sprawę, że nie warto fotografować w zamarzającej mżawce czy tarzać się w śniegu z cyfrówką niezabezpieczoną przed wilgocią. To rzeczy chyba dla każdego oczywiste, choć czasami, gdy posłucha się opowieści serwisantów, można zmienić zdanie. Jak więc ustrzec się tych groźniejszych i mniej groźnych ewentualnych następstw?
„Pancerny" Ricoh G600 reklamowany jako solidne narzędzie pracy dla strażaków, ratowników, budowlańców. Jestem pewien, że zimą będzie sobie świetnie dawała radę. Zacznę od tych pierwszych, czyli mogących nie tylko zakłócić bądź przerwać nam fotografowanie, ale spowodować uszkodzenie sprzętu. Silny mróz powoduje, że tworzywa sztuczne, z których wykonana jest większość mechanizmów i obudów cyfrówek, stają się twardsze, bardziej kruche, mniej plastyczne. Tworzywa kurczą się, jedne bardziej, inne mniej, stąd zmieniają się pasowania pomiędzy poszczególnymi elementami i współpracują one ze sobą inaczej niż w wyższych temperaturach. Te wszystkie czynniki powodują, że obudowa „pracuje" w inny sposób i może pęknąć przy uderzeniu, przy którym powyżej zera w ogóle by nie ucierpiała. Delikatniej też powinniśmy obchodzić się z klapkami, drzwiczkami i zatyczkami, zarówno tymi z twardych, jak i miękkich tworzyw czy też gumy. Stają się one mniej wytrzymałe, łatwiej je wyrwać lub ułamać, zwłaszcza że często fotografujemy w rękawiczkach, co nie przydaje precyzji palcom. I tu po raz pierwszy dotknę kwestii jakości sprzętu. W aparatach droższych lub pochodzących od renomowanych producentów, mamy duże szanse, że nie użyto byle jakich materiałów i konstruktorzy byli w stanie zmieścić się w budżecie używając plastików, które nie tylko w 0oC, ale i w -10oC nie wykazują istotnych zmian w zachowaniu. Choć przyznam, że kiedyś przy -15oC, podczas rozstawiania statywu dobrze znanej, wcale nie najtańszej marki, pękły mi dwie plastikowe obejmy w mechanizmach blokujących wysuw nóg.
Możliwość pracy nawet przy temperaturze -10 stopni C deklarowana jest w przypadku kilku zaledwie kompaktów. Oprócz pokazanego tu Pentaksa Optio W80, do tej wyróżniającej się grupy należy jego „brat" W60, trzy Olympusy z serii mju Tough oraz Canon PowerShot D10. No właśnie: zasilanie. Ponieważ dla żadnego z typów zasilania sprzętu foto praca na mrozie nie jest przyjemnością, postarajmy się, by jej dodatkowo nie utrudniać. Jak najrzadziej wyłączajmy i włączajmy aparat. Unikniemy w ten sposób niepotrzebnego zużywania energii, zwłaszcza na - utrudnione przecież - wysuwanie i chowanie obiektywu oraz aktywowanie i kończenie pracy elektroniki. Jeśli wiemy, że przez kilka-kilkanaście minut nie będziemy fotografować, wygaśmy tylko monitor. Chowanie akumulatora / baterii w ciepłej kieszeni to niby dobry pomysł, ale wiąże się ze wspomnianym każdorazowym wyłączeniem i włączeniem aparatu. Ma to większy sens w przypadku lustrzanek, w których włączeniu / wyłączeniu nie towarzyszą działania mechaniki. Najlepszym wyjściem jest oczywiście zasilanie kabelkiem z akumulatora przechowywanego w ciepłej kieszeni. Do niewielu cyfrówek takie zestawy zasilania są produkowane, ale że ogromna większość aparatów ma gniazdo zasilacza, więc problem da się rozwiązać. Niech jednak zajmie się tym osoba mająca w temacie wiedzę i umiejętności.
Jeśli nasz aparat zasilany jest paluszkami, korzystajmyz akumulatorów NiMH albo z baterii litowych. Obecnie w aparatach najczęściej stosowane są akumulatory: dedykowane litowo-jonowe (Li-ion), albo niklowo-wodorkowe (NiMH) paluszki AA. Zasadniczo NiMH sprawują się lepiej przy zimowym fotografowaniu, gdyż są odporne na silne obciążenia, także przy obniżonej z powodu niskiej temperatury pojemności. Natomiast pociągnięcie dużego prądu ze zmrożonego akumulatora Li-ion powoduje znaczne skrócenie jego żywotności. Na marginesie: pewnie to było przyczyną, dla której Canon tak długo trzymał się NiMH w zasilaniu EOSów 1D(s). Nowsze aparaty stały się jednak oszczędniejsze, technologia Li-ion poszła do przodu, stąd obecnie korzystają z niej nawet reporterskie lustrzanki będące najbardziej prądożernymi cyfrówkami. Z tych samych powodów niedawno pojawiły się na rynku kompakty, których producenci dopuszczają pracę w -10oC.
Wszystkie obecne na rynku mrozoodporne kompakty są też - w różnym stopniu - wodoszczelne. Kilka zdań co do ubioru. Ważną kwestią są rękawiczki, a czy te noszone na co dzień nadają się do obsługi aparatu, sprawdźmy zanim wyjdziemy z domu, a nie dopiero na początku fotografowania. Przy słabym mrozie można rozważyć fotografowanie bez rękawiczek i zakładanie jak najcieplejszych w przerwach. Na silnym mrozie to już nie najlepszy pomysł. Tu warto mieć na stałe założone cienkie rękawiczki, a na nie zakładać ciepłe, gdy nie fotografujemy. Bo nie zawsze możemy liczyć na takie udogodnienie, jak w Olympusach serii mju Tough, którymi można sterować za pomocą puknięć w obudowę. To pomysł właśnie na okazje fotografowania w grubych rękawicach.
Olympus mju Tough-6010. Podobnie jak i w pozostałych modelach tej serii, kilka z funkcji może być przełączanych za pomocą pukania w obudowę. Tu nie musimy się więc martwić, że nasze rękawice narciarskie kiepsko nadają się do obsługi aparatu. Chować aparat pod kurtkę na czas przerw w zdjęciach, czy nie? Ze względów termicznych warto, ale pod kurtką może być wilgotno, a skraplająca się na aparacie para wodna nie jest ulubioną przez niego rzeczą. O tym, jak fotografować zimowe scenerie, można przeczytać w artykule "Fotografujemy śnieg". Roman Zabawa ( 3 Votes ) |
















